PDRN na etykiecie kremu i polinukleotydy podane podczas zabiegu mogą brzmieć jak dwie wersje tego samego rozwiązania. Biologicznie i klinicznie to jednak zupełnie inna sytuacja. Największy błąd zaczyna się wtedy, gdy wynik badania dotyczącego preparatu wprowadzonego śródskórnie za pomocą igły staje się argumentem sprzedażowym dla kosmetyku nakładanego na powierzchnię skóry.
Nie oznacza to, że krem z PDRN jest bezwartościowy. Oznacza coś znacznie bardziej konkretnego: nie wolno przypisywać mu działania udowodnionego dla iniekcji, dopóki nie istnieją dane dla konkretnej formulacji stosowanej miejscowo.
To rozróżnienie jest szczególnie ważne teraz, gdy PDRN stało się jednym z najmocniej eksponowanych składników koreańskich kosmetyków, a polinukleotydy weszły do gabinetów medycyny estetycznej jako osobna grupa preparatów poprawiających jakość skóry.
Ta sama rodzina cząsteczek nie oznacza tej samej terapii
PDRN, czyli polydeoxyribonucleotide, jest mieszaniną fragmentów DNA. W literaturze farmakologicznej klasyczne preparaty PDRN opisywane są jako fragmenty o masie cząsteczkowej mniej więcej 50–1500 kDa, najczęściej otrzymywane z oczyszczonego DNA ryb łososiowatych.
Polinukleotydy, oznaczane zwykle jako PN, również są polimerami pochodzącymi z DNA. Problem polega na tym, że terminologia nie jest całkowicie ujednolicona. W publikacjach PDRN i PN bywają używane zamiennie, mimo że część autorów rozróżnia je według długości łańcuchów i masy cząsteczkowej.
W praktyce estetycznej ważniejsze od samej nazwy są cztery pytania:
-
jaka jest masa i długość fragmentów DNA,
-
jakie jest ich stężenie,
-
w jakim nośniku zostały umieszczone,
-
w jaki sposób preparat trafia do tkanki.
Preparat iniekcyjny omija warstwę rogową naskórka. Lekarz umieszcza materiał bezpośrednio w określonej warstwie skóry, zazwyczaj poprzez serię depozytów śródskórnych. Tym samym substancja znajduje się w środowisku biologicznym, do którego krem musi dopiero dotrzeć.
I właśnie tutaj kończy się sens prostego porównania.
Skóra nie jest gąbką. Warstwa rogowa naskórka jest bardzo skuteczną barierą dyfuzyjną. W farmakologii przez lata używano tzw. reguły 500 Da jako praktycznego punktu odniesienia: niewielkie, odpowiednio lipofilne cząsteczki mają zdecydowanie łatwiejszą drogę przez nieuszkodzoną barierę skórną niż duże makrocząsteczki. Sama granica 500 Da nie jest absolutnym prawem fizycznym, ale dobrze pokazuje skalę problemu.
Tymczasem 50 kDa oznacza około 50 000 Da. Górny zakres klasycznie opisywanego PDRN sięga nawet około 1 500 000 Da.
Różnica nie jest kosmetyczna. Jest liczona w rzędach wielkości.
Dlatego samo stwierdzenie „krem zawiera PDRN” nie odpowiada jeszcze na najważniejsze pytanie: ile aktywnego materiału dociera do żywych warstw naskórka lub skóry właściwej i w jakiej postaci tam trafia?
Producent może próbować poprawić dostarczanie składnika przez liposomy, nanonośniki, odpowiednią formulację czy technologie zwiększające penetrację. To może mieć znaczenie. Nie można jednak automatycznie zakładać, że dzięki temu krem osiąga ekspozycję porównywalną z iniekcją.
Wynik badania iniekcyjnego mówi o iniekcji — i tylko tyle
Najbardziej przekonujące dane dotyczące polinukleotydów w medycynie estetycznej pochodzą obecnie z zastosowań, w których materiał jest wprowadzany do skóry, a nie pozostawiany na jej powierzchni.
W badaniach obserwowano między innymi zmiany dotyczące:
-
drobnych zmarszczek,
-
elastyczności,
-
nawilżenia,
-
struktury skóry,
-
wyglądu okolicy okołooczodołowej,
-
regeneracji po niektórych procedurach.
Nie oznacza to jednak, że baza dowodowa jest tak mocna jak w przypadku metod badanych od kilkudziesięciu lat. Badania PN są często niewielkie, korzystają z różnych preparatów, protokołów i metod oceny. Różnią się też miejscem podania, dawką oraz liczbą sesji.
Dobrym przykładem realnej praktyki jest protokół stosowany przez wielu dermatologów wykonujących zabiegi PN: trzy sesje w odstępach około czterech tygodni. To pokazuje od razu, dlaczego porównanie z kremem używanym dwa razy dziennie jest metodologicznie błędne. Nie zgadza się droga podania, dawka dostępna dla tkanki, częstotliwość ekspozycji ani sposób dystrybucji materiału.
Jeżeli więc badanie wykazało poprawę elastyczności po serii śródskórnych iniekcji, prawidłowy wniosek brzmi:
konkretny preparat podany konkretną techniką w określonym protokole dał taki wynik w badanej grupie.
Nie:
PDRN poprawia elastyczność skóry niezależnie od sposobu zastosowania.
To samo dotyczy mechanizmów biologicznych często powtarzanych w opisach kosmetyków. W przypadku PDRN opisuje się między innymi udział receptorów adenozynowych A2A oraz dostarczanie prekursorów nukleotydów w ramach tzw. salvage pathway. Są to interesujące i biologicznie uzasadnione mechanizmy.
Ale mechanizm działania nie zastępuje badania gotowego produktu.
Żeby przenieść taki argument na krem, trzeba najpierw pokazać, że odpowiednia ilość składnika:
-
pozostaje stabilna w formulacji,
-
uwalnia się z niej po aplikacji,
-
pokonuje odpowiednie warstwy skóry,
-
dociera do miejsca działania,
-
zachowuje tam aktywność biologiczną.
Jeżeli brakuje któregoś z tych etapów, mamy hipotezę, a nie kliniczne potwierdzenie efektu.
To samo dotyczy określeń takich jak „regeneracja skóry”, „stymulacja kolagenu” czy „działanie naprawcze”. Dla konsumenta brzmią konkretnie, ale naukowo wymagają określenia: w jakiej warstwie skóry, przy jakim stężeniu, po jakim czasie i za pomocą jakiego punktu końcowego zmierzono efekt.
Jak ocenić krem z PDRN, żeby nie kupować wyników badań z gabinetu w słoiczku
Przy kosmetyku z PDRN pierwszym filtrem nie powinna być liczba publikacji o polinukleotydach. Znacznie ważniejsze jest sprawdzenie danych dotyczących gotowego produktu.
Najbardziej wartościowe są badania prowadzone właśnie na kremie lub serum, które trafia do sprzedaży, najlepiej z grupą kontrolną i pomiarami instrumentalnymi. Informacja, że „PDRN wykazało skuteczność w badaniach”, jest za mało precyzyjna, jeśli producent nie podaje, czy badano produkt miejscowy, preparat medyczny czy iniekcję.
Drugi punkt to stężenie. Sam napis PDRN na froncie opakowania niewiele znaczy. Jeżeli marka podaje 0,1%, 0,5% albo określoną liczbę ppm, można przynajmniej ocenić ilość deklarowanego składnika. Jeżeli nie podaje żadnej wartości, porównywanie produktu z konkurencją staje się praktycznie niemożliwe.
Trzeba też uważać na ppm. 1000 ppm odpowiada 0,1%, a 100 ppm — 0,01%. Duża liczba na opakowaniu może więc wyglądać bardziej imponująco niż rzeczywiste stężenie procentowe.
Trzeci element to baza kosmetyku. Często właśnie ona odpowiada za znaczną część efektu, który użytkownik widzi po kilku dniach. Gliceryna, betaina, mocznik, ceramidy, cholesterol, kwasy tłuszczowe czy dobrze zaprojektowane emolienty mogą szybko poprawić nawodnienie warstwy rogowej i ograniczyć przeznaskórkową utratę wody.
Skóra wygląda wtedy na gładszą i bardziej „wypełnioną”, ale nie jest to dowód na przebudowę skóry właściwej przez PDRN.
Tu pojawia się jedna z najbardziej irytujących praktyk marketingowych: kosmetyk zawiera dobrą bazę nawilżającą, efekt wizualny jest rzeczywisty, a cała zasługa przypisywana zostaje najbardziej egzotycznemu składnikowi z etykiety.
Rozsądna kolejność oceny wygląda więc tak:
-
najpierw pełny INCI i stężenie PDRN, jeśli zostało ujawnione;
-
później typ nośnika i informacje o stabilności lub dostarczaniu składnika;
-
następnie badanie gotowego kosmetyku;
-
dopiero na końcu publikacje dotyczące samego PDRN albo PN.
W Unii Europejskiej kosmetyk jest prawnie produktem przeznaczonym do kontaktu przede wszystkim z zewnętrznymi częściami ciała, a jego deklaracje marketingowe nie powinny przypisywać mu właściwości, których nie posiada. To kolejny powód, aby nie mieszać dowodów dla wyrobu lub preparatu iniekcyjnego z dowodami dla kosmetyku.
Inna sytuacja pojawia się po procedurach naruszających barierę skórną. Mikronakłuwanie, laser frakcyjny czy inne metody tworzące mikrouszkodzenia mogą zwiększać przenikanie dużych cząsteczek. Nie oznacza to jednak, że każdy kosmetyk należy nakładać bezpośrednio po takim zabiegu. Produkt przeznaczony do codziennego stosowania na nieuszkodzoną skórę nie staje się automatycznie preparatem odpowiednim do wprowadzania przez świeżo utworzone kanały w naskórku. Liczą się sterylność, skład, substancje zapachowe, konserwanty i zalecenia producenta.
To ważna granica. Samodzielne łączenie dermarollera z przypadkowym serum tylko po to, by „przepchnąć PDRN głębiej”, jest kiepskim sposobem na obejście bariery naskórkowej.
Dodatkowe informacje na: https://swiadomauroda.pl
FAQ
Czy krem z PDRN działa tak samo jak zabieg z polinukleotydami?
Nie. Iniekcja dostarcza materiał bezpośrednio do tkanki, natomiast kosmetyk musi działać z powierzchni skóry i pokonać barierę warstwy rogowej. Nie można więc przenosić skuteczności zabiegu 1:1 na krem.
Czy PDRN i polinukleotydy to dokładnie to samo?
Nie zawsze. Obie grupy są związane z fragmentami DNA, ale nazewnictwo w literaturze jest niespójne. PDRN zwykle odnosi się do krótszych fragmentów, a PN do dłuższych polimerów, choć poszczególne publikacje i producenci nie zawsze stosują identyczną klasyfikację.
Czy duża masa cząsteczkowa oznacza, że PDRN w ogóle nie może działać w kosmetyku?
Nie. Nie należy wyciągać takiego wniosku. Kosmetyk może działać powierzchniowo, a formulacja może wpływać na dostarczanie składnika. Problem polega na tym, że zakres i głębokość działania trzeba wykazać dla konkretnego produktu, zamiast zakładać je na podstawie badań iniekcyjnych.
Czy 1000 ppm PDRN to dużo?
1000 ppm odpowiada 0,1%. Sama liczba nie pozwala jeszcze ocenić skuteczności. Potrzebne są informacje o rodzaju PDRN, formulacji oraz wynikach badań gotowego kosmetyku.
Czy krem z PDRN może zastąpić serię zabiegów PN?
Nie ma podstaw, aby traktować go jako równoważny zamiennik. To dwie różne formy ekspozycji skóry. Kosmetyk może być elementem pielęgnacji, natomiast efekt procedury iniekcyjnej należy oceniać na podstawie danych dotyczących danego preparatu zabiegowego.
Czy po mikronakłuwaniu można nałożyć zwykłe serum z PDRN?
Nie powinno się robić tego automatycznie. Po naruszeniu bariery skórnej zmieniają się warunki penetracji, a zwykły kosmetyk nie musi być przeznaczony do kontaktu z tak przygotowaną tkanką. Po zabiegu należy stosować preparaty zgodne z protokołem wykonującego go specjalisty i przeznaczone do pielęgnacji pozabiegowej.
Na co zwrócić uwagę przy zakupie kosmetyku z PDRN?
Najpierw na badania gotowej formulacji. Później na deklarowane stężenie, pełny skład i informacje o technologii dostarczania składnika. Samo logo PDRN na opakowaniu powinno być ostatnim, a nie pierwszym argumentem zakupowym.
Pierwszy błąd do usunięcia jest więc prosty: przestań oceniać krem na podstawie badań wykonanych na iniekcjach. Najpierw sprawdź, czy producent ma badanie dotyczące dokładnie tego kosmetyku i tej drogi aplikacji. Jeżeli pokazuje wyłącznie publikacje o zabiegach PN/PDRN, traktuj je jako informacje o potencjale biologicznym składnika, a nie jako dowód skuteczności kremu.
