Związek między traumą a dysocjacją należy do najbardziej złożonych zagadnień współczesnej psychotraumatologii. Dla wielu osób dysocjacja jest niezrozumiałym doświadczeniem – chwilami „odrealnienia”, utraty kontaktu z ciałem, luk pamięciowych czy wrażenia, że rzeczywistość staje się nierealna. Tymczasem z perspektywy klinicznej to precyzyjny, neurobiologicznie uwarunkowany mechanizm obronny, który pozwala przetrwać sytuację przekraczającą możliwości adaptacyjne człowieka. Gdy jednak utrwala się jako dominujący sposób reagowania, zaczyna utrudniać codzienne funkcjonowanie. W takich przypadkach kluczowe znaczenie ma odpowiednio prowadzona terapia. Jak wygląda proces leczenia? Jakie metody są stosowane? I dlaczego praca z traumą wymaga szczególnej ostrożności?
Czym jest trauma i jak prowadzi do dysocjacji
Trauma nie jest wyłącznie trudnym wspomnieniem ani bolesnym wydarzeniem z przeszłości. W ujęciu klinicznym to doświadczenie, które przekracza zdolność jednostki do regulacji emocjonalnej i poznawczej. Może mieć charakter jednorazowy – jak wypadek komunikacyjny, napaść czy katastrofa – albo długotrwały, związany z przemocą domową, zaniedbaniem emocjonalnym czy chronicznym brakiem bezpieczeństwa w dzieciństwie.
Gdy organizm doświadcza zagrożenia, aktywuje się układ nerwowy współczulny. Wzrasta poziom kortyzolu i adrenaliny, przyspiesza akcja serca, napięcie mięśniowe rośnie. W sytuacji skrajnej, gdy walka ani ucieczka nie są możliwe, włącza się trzeci mechanizm – immobilizacja, czyli reakcja zamrożenia. To właśnie w tym stanie często pojawia się dysocjacja.
Z neurobiologicznego punktu widzenia dochodzi do częściowego „odcięcia” struktur odpowiedzialnych za integrację doświadczenia. Ciało migdałowate – centrum reakcji lękowej – działa intensywnie, natomiast kora przedczołowa, odpowiadająca za racjonalną ocenę sytuacji, traci dominującą rolę. W efekcie doświadczenie nie zostaje przetworzone w sposób spójny. Zostaje zapisane w fragmentach – jako obrazy, doznania somatyczne, impulsy emocjonalne.
To właśnie dlatego osoby po traumie często relacjonują, że „pamiętają wszystko jak przez mgłę” albo odwrotnie – nie pamiętają kluczowych fragmentów wydarzeń. Dysocjacja w tym kontekście jest formą przetrwania. Chroni przed pełnym zalewem bólu i przerażenia. Problem zaczyna się wtedy, gdy mechanizm ten utrwala się i aktywuje również w sytuacjach, które obiektywnie nie stanowią zagrożenia.
W praktyce klinicznej oznacza to, że pacjent może doświadczać epizodów depersonalizacji (poczucia oddzielenia od własnego ciała), derealizacji (wrażenia nierealności świata), zaburzeń pamięci czy poczucia wewnętrznego rozszczepienia. Zależność między traumą a dysocjacją nie jest więc przypadkowa – to bezpośredni efekt przeciążenia systemu nerwowego.
Mechanizmy dysocjacyjne – jak psychika broni się przed przeciążeniem
Mechanizmy dysocjacyjne nie są jednorodne. Mogą przybierać subtelne formy, które z zewnątrz trudno dostrzec, jak i głębokie zaburzenia tożsamości. Ich wspólnym mianownikiem jest próba ochrony przed nadmiernym pobudzeniem emocjonalnym.
Najczęściej obserwowane formy obejmują:
-
depersonalizację – poczucie bycia obserwatorem własnych działań, jakby z zewnątrz
-
derealizację – wrażenie, że otoczenie jest sztuczne, nierealne lub odległe
-
amnezję dysocjacyjną – luki pamięciowe dotyczące konkretnych wydarzeń
-
fragmentację tożsamości – trudności w utrzymaniu spójnego obrazu siebie
W kontekście traumy a dysocjacji kluczowe jest zrozumienie, że te mechanizmy nie są świadomą decyzją. To automatyczna reakcja układu nerwowego. U wielu osób rozwijają się już w dzieciństwie, zwłaszcza gdy źródłem zagrożenia jest opiekun. Dziecko nie może uciec ani się bronić, dlatego jedyną dostępną strategią staje się psychiczne „odłączenie się”.
Z czasem ten wzorzec utrwala się. W dorosłości może uruchamiać się w sytuacjach konfliktu, krytyki czy napięcia emocjonalnego. Osoba nie doświadcza już realnego zagrożenia, ale jej system nerwowy reaguje tak, jakby nadal znajdował się w stanie przetrwania.
W badaniach neuroobrazowych obserwuje się charakterystyczne zmiany aktywności mózgu – obniżoną integrację między strukturami limbicznymi a korą nową. To tłumaczy, dlaczego osoby z nasilonymi objawami dysocjacyjnymi mają trudność z nazwaniem emocji, regulacją napięcia czy utrzymaniem ciągłości autobiograficznej.
Zrozumienie tych mechanizmów jest fundamentem skutecznej terapii. Bez tej wiedzy łatwo błędnie interpretować objawy jako brak zaangażowania, unikanie czy „dziwne zachowanie”. Tymczasem w rzeczywistości są one precyzyjnym sygnałem przeciążonego układu nerwowego, który przez lata uczył się przetrwania w warunkach chronicznego zagrożenia.
Jak wygląda terapia osób z dysocjacją pourazową
Terapia w obszarze traumy a dysocjacji wymaga szczególnej ostrożności, struktury i precyzyjnego planu działania. To nie jest proces polegający na szybkim „wracaniu” do bolesnych wspomnień. W przypadku osób z nasilonymi objawami dysocjacyjnymi zbyt gwałtowne konfrontowanie się z traumą może doprowadzić do pogłębienia objawów, destabilizacji emocjonalnej, a nawet hospitalizacji.
Współczesna psychotraumatologia opiera się na modelu fazowym. Pierwszy etap terapii koncentruje się na stabilizacji. Oznacza to naukę regulacji emocji, rozpoznawania sygnałów z ciała oraz budowania poczucia bezpieczeństwa – zarówno w relacji terapeutycznej, jak i w codziennym funkcjonowaniu. Terapeuta pracuje nad rozwijaniem umiejętności ugruntowania (tzw. grounding), czyli technik pomagających pacjentowi wrócić do „tu i teraz” w momentach odrealnienia.
Dopiero w kolejnym etapie możliwe jest ostrożne przetwarzanie doświadczeń traumatycznych. W zależności od diagnozy stosuje się różne podejścia terapeutyczne:
-
terapię EMDR, która wykorzystuje bilateralną stymulację do przetwarzania wspomnień
-
terapię sensomotoryczną, koncentrującą się na pracy z reakcjami ciała
-
terapię opartą na teorii przywiązania, szczególnie w przypadku traumy relacyjnej
-
terapię schematów, gdy trauma wpłynęła na trwałe wzorce osobowości
Kluczowe jest tempo. W pracy z pacjentem, u którego występuje silna dysocjacja, terapeuta musi nieustannie monitorować poziom pobudzenia układu nerwowego. Zbyt wysoki poziom aktywacji może uruchomić mechanizm odcięcia. Zbyt niski – prowadzić do zamrożenia i braku kontaktu z emocjami. Profesjonalna terapia polega na utrzymywaniu tzw. „okna tolerancji”, czyli optymalnego zakresu pobudzenia, w którym możliwe jest przetwarzanie doświadczeń bez retraumatyzacji.
Relacja terapeutyczna ma tu znaczenie fundamentalne. Dla wielu osób z historią przewlekłej traumy to pierwsza bezpieczna, przewidywalna relacja, w której granice są jasne, a emocje akceptowane. Właśnie w tej relacji zaczyna się proces odbudowy integracji psychicznej.
Etapy zdrowienia i integracji po doświadczeniu traumy
Proces zdrowienia w kontekście traumy a dysocjacji nie polega na „wymazaniu” przeszłości. Celem terapii nie jest usunięcie wspomnień, lecz ich integracja. Oznacza to włączenie bolesnego doświadczenia w spójną narrację życiową bez utraty kontaktu z teraźniejszością.
Pierwszym widocznym sygnałem postępu jest zwiększona świadomość objawów. Pacjent zaczyna rozpoznawać momenty, w których pojawia się dysocjacja, i rozumie, jakie bodźce ją uruchamiają. To etap odzyskiwania kontroli. Nie chodzi o całkowite wyeliminowanie reakcji obronnych, lecz o możliwość wyboru bardziej adaptacyjnych strategii.
Kolejnym krokiem jest poprawa regulacji emocjonalnej. Układ nerwowy, który przez lata funkcjonował w trybie przetrwania, stopniowo uczy się reagować adekwatnie do realnego poziomu zagrożenia. Zmniejsza się liczba epizodów derealizacji, skracają się luki pamięciowe, poprawia się zdolność do utrzymywania relacji interpersonalnych.
W bardziej złożonych przypadkach, zwłaszcza przy długotrwałej traumie rozwojowej, proces integracji obejmuje także pracę nad tożsamością. Osoba może odkrywać różne „części siebie” – aspekty osobowości, które powstały jako mechanizm przetrwania. Terapia nie polega na ich eliminacji, lecz na budowaniu dialogu i współpracy między nimi. To podejście znane jest z terapii opartych na modelu części (np. Internal Family Systems).
Ostatecznie zdrowienie oznacza większą spójność. Wspomnienia przestają wywoływać gwałtowne reakcje somatyczne, ciało odzyskuje poczucie bezpieczeństwa, a przeszłość przestaje dominować teraźniejszość. Związek między traumą a dysocjacją nie znika, ale przestaje determinować codzienne funkcjonowanie. Zamiast reakcji przetrwania pojawia się zdolność do świadomego wyboru. I to właśnie ten moment jest najpełniejszym wyrazem psychicznej integracji.
Więcej: https://badzmirow.ski.
[ Treść sponsorowana ]
